21 lutego 2013

Rozdział V "Intrygi"

Był poniedziałek. Było dość słonecznie. Czuć było już wiosnę. Niektórzy byli w stanie załamania. Jeszcze nigdy nie było w jednym miesiącu dwóch pogrzebów na raz. A miesiąc się jeszcze nie skończył. W szkole sytułacja była dość na pięta. Wszyscy patrzeli na siebie z politowaniem. Do szkoły wszedł Kevin.
- Siema Dan! - krzyknął wchodzący dopiero co do szkoły Kevin.
- Nie krzycz. Masz coś ważnego do powiedzenia bo naprawdę nie mam dziś humoru.
- No wiesz. Chciałem sprawdzić jak zginął Edward. 
- Interesuje Cie to? - zapytał zdziwiony. - Zginął jak zginął. Nie widziałem Cie na pogrzebie. Miałeś coś ważniejszego do roboty. 
- Owszem ,ale mogę Ci to tylko powiedzieć jeżeli będziesz mi w stu procentach oddany. - spojrzał na niego zachęcając do zgody.
- Pogrzało Cie. Słyszałem jak mama Edwarda mówiła ,że Edward przed śmiercią wyszedł do parku. Miał się spotkać z tobą. Teraz jesteś podejrzany.
- Chyba nie sądzisz ,że zabiłem Edwarda. - kłamał Kevin. - To był mój kumpel.
- Jak nic nie mówię ,ale słyszałem tylko takie rzeczy. Szczególnie wierzę tobie bo nie miałeś motywu. 
- Więc po ta szopka?  Ufasz mi i oddasz się mi? - spojrzał intrygująco. 
- Po co Ci moje towarzystwo? Czemu tak nagle jestem Ci potrzebny? - w tym momencie rozległ się dzwonek. - Mam teraz chemię. Pogadamy na przerwie śniadaniowej. - i poszedł w stronę swojej klasy. Kevin poczekał aż na korytarzu będzie pusto. Wyją telefon i zaczął pisać SMS.

Przekonam go. Wyjdziemy z tego cali. 
Kevin.

Kevin przeczekał kilka lekcji na dworze. Nie miał ochotę teraz na naukę kiedy liczyło się kolejne ludzkie życie. Siedział tak na ławce. Zaglądał w szkolne okna. Wyszukiwał Dan'a ,ale nie znalazł go. W końcu wybił dzwonek na przerwę śniadaniową. Czekał na dworze na Dan'a. Po jakimś czasie wyszedł z szkoły Dan. Podszedł do Kevina Dan i od razu usiadł koło niego i zaczął gadkę. 
- Więc czego ode mnie chcesz?
- Słuchaj. Jest pewna sprawa. Muszę odwiedzić pewien dom. 
- W jakim mieście? 
- Naszym. - uśmiechnął się szczenięco.
- W naszym? - pomyślał chwile Dan. - Chyba nie chodzi Ci o dom Ravenwood'ów? 
- Chodzi mi właśnie o tą willę. Mamy szanse znaleźć coś czego nie znalazł nikt.
- Czyli? - zapytał zaciekawiony.
- No nie wierzę ,ze taka majętna rodzina nie zostawiła niczego ciekawego.
- Posłuchaj tam teraz nikt nie wjedzie. Zginął tam Gary. Wiesz dobrze o tym.
- Wiem ,ale to zapewne przypadek. My się lepiej przygotujemy. A więc ? Idziemy na taki układ? - uśmiechnął się podejrzliwie. 

20 lutego 2013

Rozdział IV "Czyste zabójstwo"

Życie bywa krótkie ,niesprawiedliwie i tajemnicze. Edward leżał na łóżku rozmyślając o pogrzebie i o Laleczce. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie. To była tylko fascynacja jej osobą. Edward byl przekonany ,że taka niewinna osoba mogła zabić Garego. Nagle zadzwonił telefon. Edward spojrzał. Zdzwonił do niego Kevin.
- Hallo?
- Cześć Edward. Musimy się spotkać. Prędko. Za godzinę ,pasuje? - mówił strasznie nerwowo Kevin.
- Jasne ,ale o co chodzi?
- Wszystko powiem Ci za miejscu. Weź kilka niezbędnych rzeczy by wejść do domu Ravenwood'ów. - i rozłączył się. Edward nie wiedział za bardzo o co chodzi. Podejrzewał jedynie ,że Kevin też chce wejść do domu. Kevin nie boi się śmierci? Przecież on wie co się wydarzyło. Minął dopiero tydzień od śmierci Garego. Edward nie leżał dalej na łóżku. Wstał prędko. Wyciągnął z szafy plecak i włożył do niego niezbędne przedmioty. Nie zastanawiając się dłużej zszedł na dół. Na dole matka z ojcem Edwarda toczyli zaciętą walkę ze sobą.
- Wychodzę, Nie czekajcie na mnie z kolacją! - Edward już miał chwycić za klamkę. Jadnakże przeszkodziła mu w tym jego matka.
- Gdzie ty się wybierasz? - zapytała wyglądając za futryny.
- Idziemy z Kevinem. - odpowiedział.
- Nigdzie nie idziesz. Jutro masz szkołę. Nie pozwolę Ci zawalić semestru. Natychmiast na górę.
- Nie świruj. Ja idę. - chwycił za klamkę i już pociągną je w swoją stronę.
- Wróć się. Na górę. I nie chce słyszeć sprzeciwu. - zaczęła panicznie krzyczeć matka.
- Naprawdę? - zapytał zawracając i szybko wbiegł po schodach na górę.
- IDŹ SIĘ LEPIEJ POUCZ Z MATEMATYKI !!! - słychać było z domu matkę.
- Kłótnie z ojcem źle na nią wpływają. - powiedział zawiedziony Edward. Nie miał ochoty się jednak poddać. Pokręcił się chwilę po pokoju. W końcu wpadł na pomysł ,że wyjdzie oknem. Co nie było takie proste. Otworzył okno. Wyrzucił plecak na zewnątrz. Następnie sięgnął po prześcieradło ,przywiązał je do łóżka i na prześcieradle zawiązał kilka supłów. Schodził po woli ponieważ pod nim była kuchnia ,a na zewnątrz taras. Z okna kuchni do tarasu było wszystko widać na jego szczęście robiło się już ciemno ,więc jeżeli będzie cicho miał szansę na ucieczkę. Poszło jak z płatka. Rodzice nadal prowadzili zawzięte kłótnie. Byli zajęci tylko sobą. Edward sięgnął po plecak który upadł kawałek dalej i pobiegł szybko do parku. Park nie był tak daleko ,ale Edward z przejęcia przyszedł o 30 minut wcześniej. Siedząc na ławce bawił się scyzorykiem. W końcu ujrzał Kevina.
- No w końcu przyszłeś. Czekałem. - zaczął Edward.
- Ale ... - spojrzał na zegarek zmartwiony Kevin.
- Tak ,wiem. Godzina była umówiona ,ale wcześniej przyszyłem bo mama z tatą mieli wojnę.
- Przez Twoich rodziców będzie Trzecia Wojna Światowa. - zaśmiał się Kevin.
- Ta wojna już jest rozpętana. Jesteśmy w jej ciągu. - powiedział lekko załamany.
- Co fakt ,to fakt. A tak poza tym to powiedz mi widziałeś kogoś tam w tym domu? - zapytał nagle ciekawsko Kevin.
- Nie ,ale słyszałem ,że ktoś tam był. - powiedział ożywiony Edward.
- To dobrze ,bo nie chcielibyśmy ,abyś wydał kto tam mieszka ,prawda? - uśmiechną się groźnie Kevin. Edward spojrzał na niego i nie wiedział jak zareagować.
- O co ci chodzi? - zapytał w końcu Edward. Wtedy z kieszeni Kevin wyjął nóż. Natychmiastowo włożył nóż w gardło Edwarda. Następnie tym samym nożem rozciął mu brzuch i rozlał krew. Po upewnieniu się ,ze nie było światków przyciągnął zwłoki do samochodu. Zatarł ślady sprawcy i wsiadł do samochodu.

18 lutego 2013

Rozdział III "Pogrzeb i Laleczka"

Edward szykował się na pogrzeb Garego. Wiązał krawat. Zapinał marynarkę. Postanowił zajść już na dół. Mama z tatą też się szykowali. Wyjście w tym mieście na pogrzeb to lepsza atrakcja niż cyrk. Edward w kuchni jeszcze przed wyjściem chciał się czegoś napić. Za oknem była straszna pogoda. Zaczęło padać. Wiało niesamowicie. Edward spojrzał na grupki czarno ubranych ludzi.
- Całe miasto idzie na pogrzeb. - zamyślony mówił Edward.
- Werslleye też?
- Tak ,widziałem go. - mówił nie odwracając wzroku na matkę.
- Z żoną czy sam? - wypytywała wścibsko matka.
- Z żoną. - odpowiadał Edward bez wrażenia.
- Znowu się pogodzili. Wczoraj słyszałam jak szłam do sklepu jak się kłócili. Znowu o pieniądze. Albo znowu zaczął pić. - mówiła jak najęta. - Ale na pogrzeb idą razem. Pozory idealnej rodziny. - warkła matka myślą o rodzinie Werslley'ów.
- A my jesteśmy idealni? - zapytał w końcu spoglądając na matkę.
- My nie udajemy idealnych. - odparła lekko zażenowana pytaniem syna.
- Jak to. Wszystkim mówisz ,że jest dobrze. Wszystkim. A  nie jest dobrze, też okłamujecie wszystkich. - wtedy matka spojrzała na niego zdegustowana. - Idziemy już? Wszyscy poszli tylko my nie.
- Mamy miejsca w pierwszym rzędzie? - zapytał ojciec Edwarda ,który chciał lekko załagodzić sytuację  Matkę to rozbawiło ,ale Edwarda nie koniecznie.

Edward sam wyszedł z domu. Nie mógł więcej wytrzymać ze swoimi rodzicami. Wziął kwiaty i poszedł. Nie chciał już myśleć o swojej matce. O swoim ojcu. A jeżeli to nie jego rodzice? Nigdy nic nie wiadomo. Edward wszedł do kaplicy. Kaplica była pełna. Rząd dla vipów zajęty. Nie ma gdzie siadać. Nagle spojrzała na dziewczynę pięknie ubraną która siadała w przed ostatnim rzędzie. Nie mógł od niej oderwać wzroku. Piękna ,długie włosy. Nie było można przestać patrzeć.

Po mszy kiedy czas było iść na cmentarz dziewczyna się rozmyła. Nie mógł jej znaleźć w tłumie. Znikła? Ale była. Czułe jej perfumy. Były delikatnie Pachniała różami. A może to fatamorgana?
Ale gdy wszyscy zebrani kładli kwiaty rzucił mu się w oczy tak samo piękny wianek. Przeczytał tasiemkę która była doczepiona. Na tasiemce pisało.

Wybacz. 
              Laleczka.

17 lutego 2013

Rozdział II "W tym domu mieszka zabójca"

Edward po dłuższym myśleniu postanowił ,że zadzwoni niezwłocznie do kolegi Garego. Wbił numer telefonu i słyszał sygnał, Pierwszy , drugi , trzeci sygnał. Nie odbierał. Nie uszczęśliwiło to Edwarda. Wręcz przeciwnie. Bardzo zdenerwowany zeszedł na dół do kuchni. Miał nadzieję ,że najdzie na dole swoją matkę. Znalazł ją w kuchni szyjącą coś na drutach.
- Mamo! - zaczął zaniepokojony Edward. - Pamiętasz jak wróciłem do domu. Bo wczoraj o 22 wychodziłem do parku z Garym. Nie wiesz co było dalej. - matka spojrzała na niego jak na obłąkanego.
- Wróciłam z tatą późno w nocy. Około 1 lub 2 i jak zaglądałam do pokoju to już leżałeś. - powiedziała nie pewnie. - A co? Upiłeś się znowu.
- No właśnie nie. Byłem w domu Ravenwood'ów. - matka spojrzała na niego zabójczo.
- Jak to?! - mówiła podniesionym głosem.
- Założyłem się z Kewinem ,że wejdę tam w nocy.
- Ale ... Ale tam się nie da wejść. - zaprzeczała faktom matka.
- Weszłem tam. Byłem z Garym. W środku było ciemno ,ale ktoś tam był.
- Bujdy opowiadasz. Nikt tam od wieków nie mieszka.
- Byłem tam. Słyszałem. Ktoś był na schodach. A później znalazłem się w łóżku. - tłumaczył Edward.
- Pewnie Ci się przyśniło...
- Nie ja naprawdę tam byłem. Zostawiłem plecak w domu. Gary rozbił szybę na tarasie. Latarka nie działa. Mamo uwierz mi. - prosił matkę Edward.
- Synku ,wierzyłabym. Ale wszystkie fakty zaprzeczają. Twój plecak włożyłam 30 minut temu do prania nie mogłeś go zostawić. - wtedy Edward zwątpił w swoje słowa. Poszedł na górę wziąć torbę. Spakował do niej kilka przedmiotów podobnych do wczorajszych. Wziął linę ,latarkę ,gaz pieprzowy ,scyzoryk i telefon. Ubrał się i wyszedł z domu. Miał zamiar iść do Garego. Gary mieszkał kilka ulic dalej. Po 10 minutach Edward był już w drzwiach Garego. Zadzwonił kilka razy. Otworzyła mu płacząca matka Garego.
- Coś się stało proszę panią? Gary jest w domu?
- Nie Edward, dzisiaj rano przyjechała do nas policja ,że-e Gary został zamordowany. - powiedziała łkając i wycierając nosa w chusteczkę.
- Gary nie żyje? - pytał Edward z niedowieżaniem.
- Tak jego zwłoki znaleźli w domu Ravenwood'ów. Co on tam robił?! - zapytała załamana. Ale na to pytanie Edward jej nie odpowiedział.

Rozdział I "Laleczka"

W małej wiosce Green Clouds był stary dom. Bardzo stary. Kiedyś należał do rodziny Ravenwood. Co tu opowiadać. Bogaci ludzie zakładają miasteczko. Budują wielki dom i wyjeżdżają.

* * *


Pewna grupka chłopaków po kilku piwach chodziła po mieście bez żadnych pomysłów. Po zabawie "kto nasika najdalej" chłopaki postanowili zwiedzić najmniej dostępne miejsce w mieście czyli dom Ravenwood'ów. 
- No chłopaki. Nie bądźcie ciotami. Idziemy na willę. - uśmiechną się najbardziej napity Edward. 
- Żartujesz. Stawiam kolejne piwo ,że tam nie wejdziesz ,a żeby było ciekawiej dam jeszcze 20 dolców ,że nie wejdziesz tam jutro w nocy. A na dowód nagrasz to. - wyśmiewał Edwarda ,Kevin.
- Niech będzie ,ale nie pójdę tam sam. - powiedział prawie trzeźwo Edward. 
- Niech idzie z tobą Gary. - uśmiechną się pokazując perłowe ząbki Kevin.  
- Ok. Pójdę z Garym. - zacisnął pięść Edward i opuścił grupę i poszedł do domu.

* * *

Edward siedział na ławce w parku z Garym. Oboje obmyślali plan w jakim wejdą do domu Ravenwood'ów.                            
Ten dom był nie do zdobycia. Zapanowanie całej akcji była trudniejsze niż wejście do Białego Domu prezydenta. 
- To jak to zrobimy? Oknem? Wejdziemy oknem? - wypytywał zdenerwowany Gary. 
- Nie. Pójdziemy ogrodem jeżeli główna brama będzie zamknięta. Wejdziemy przez tylni taras. Wybijemy szybę i będzie git. - cały plan wydawał się taki błahy kiedy przedstawiał go Edward.
- No okej. Rozumiem. Więc jak? Idziemy już do tego domu? Zaraz zrobi się ciemno.
- Tak. Wstawaj. Idziemy. - powiedział dziarsko zabierając plecak z ławki i idą w stronę ulicy Marconni.
Przy bramie domu Ravenwood'ów chłopaki na chwile stanęli.
- Wyciągnij z mojego plecaka linę. - powiedział Edward. Gary wyciągnął linę i podał Edwardowi. Edward przywiązał linę do bramy.
- Co ty robisz?
- Wiążę supeł na linie ,po nim przejdziemy. - tłumaczył powoli Edward.
- A sprawdzałeś czy brama jest otwarta? - zapytał Gary.
- Nie. Pewnie w takim domu brama jest zamknięta nie pomyślałeś? - ale jednak Edward zwątpił w swoje słowa i pociągnął za klamkę. Brama się otworzyła.
- A nie mówiłem! Wchodzimy? - zapytał Gary.
- Tak. Wchodzimy. Masz latarkę?
- Jasne.
Chłopaki powoli zbliżyli się do głównych drzwi domu. Chłopaki spojrzeli po sobie. Gary z nie pewną miną nie ciał wchodzić frontem. Zresztą był pewien ,że główne drzwi są zamknięte.
- To ty poszperaj przy głównych drzwiach ,a ja zobaczę tyły. - wtedy Gary poszedł za dom. Edward tylko jęknął i położył na ziemi plecak wyjmując swoją latarkę i gaz pieprzowy tak na wypadek. Sikiera miała mu otworzyć drzwi. Szykował się parę minut. Przez jakiś czas czekał jeszcze na Garego.
- Widocznie on już wszedł. - Edward zamachnął się raz ,a porządnie. Już niemal rozwalił drzwi ,a one się same otworzyły.
- Gary? Gary! To ty otworzyłeś. - upuścił siekierę Edward zaglądając do wnętrza domu. Była niesamowita cisza. Edward zajrzał za drzwi. Było pusto. Wszedł do środka. nie zamykając za sobą drzwi. Wyciągnął z kieszeni latarkę. Latarka jednak nie chciała się włączyć i nie pomogła mu w oświetleniu wnętrza.
- Kurde no... - powiedział zażenowany. - Głupia latarka. - chwilę postał na środku głównego pomieszczenia.
- Gary? Gary? Jesteś tu? - podszedł do tarasu od którego miał wejść Gary. Drzwi było otwarte. Znaczy szkło ,w drzwiach było wybite. Torba Garego leżała na zewnątrz na tarasie. Jednakże słychać było kroki na schodach.
-Gary to ty? - chwila ciszy. - Gary? - nagle poczuł silne uderzenie w tył głowy.

* * *


Edward wstał rano w swoim łóżku. Zmęczony obudził się w niedzielne popołudnie. Na stoliku nocnym zobaczył karteczkę.
- Co to jest? - wziął kartkę ,rozwinął i przeczytał.


Nigdy więcej nie wchodź do domu. 
Laleczka. 


- Kto się podpisuje do licha laleczka?! Muszę zatelefonować do Garego.