- Siema Dan! - krzyknął wchodzący dopiero co do szkoły Kevin.
- Nie krzycz. Masz coś ważnego do powiedzenia bo naprawdę nie mam dziś humoru.
- No wiesz. Chciałem sprawdzić jak zginął Edward.
- Interesuje Cie to? - zapytał zdziwiony. - Zginął jak zginął. Nie widziałem Cie na pogrzebie. Miałeś coś ważniejszego do roboty.
- Owszem ,ale mogę Ci to tylko powiedzieć jeżeli będziesz mi w stu procentach oddany. - spojrzał na niego zachęcając do zgody.
- Pogrzało Cie. Słyszałem jak mama Edwarda mówiła ,że Edward przed śmiercią wyszedł do parku. Miał się spotkać z tobą. Teraz jesteś podejrzany.
- Chyba nie sądzisz ,że zabiłem Edwarda. - kłamał Kevin. - To był mój kumpel.
- Jak nic nie mówię ,ale słyszałem tylko takie rzeczy. Szczególnie wierzę tobie bo nie miałeś motywu.
- Więc po ta szopka? Ufasz mi i oddasz się mi? - spojrzał intrygująco.
- Po co Ci moje towarzystwo? Czemu tak nagle jestem Ci potrzebny? - w tym momencie rozległ się dzwonek. - Mam teraz chemię. Pogadamy na przerwie śniadaniowej. - i poszedł w stronę swojej klasy. Kevin poczekał aż na korytarzu będzie pusto. Wyją telefon i zaczął pisać SMS.
Przekonam go. Wyjdziemy z tego cali.
Kevin.
Kevin przeczekał kilka lekcji na dworze. Nie miał ochotę teraz na naukę kiedy liczyło się kolejne ludzkie życie. Siedział tak na ławce. Zaglądał w szkolne okna. Wyszukiwał Dan'a ,ale nie znalazł go. W końcu wybił dzwonek na przerwę śniadaniową. Czekał na dworze na Dan'a. Po jakimś czasie wyszedł z szkoły Dan. Podszedł do Kevina Dan i od razu usiadł koło niego i zaczął gadkę.
- Więc czego ode mnie chcesz?
- Słuchaj. Jest pewna sprawa. Muszę odwiedzić pewien dom.
- W jakim mieście?
- Naszym. - uśmiechnął się szczenięco.
- W naszym? - pomyślał chwile Dan. - Chyba nie chodzi Ci o dom Ravenwood'ów?
- Chodzi mi właśnie o tą willę. Mamy szanse znaleźć coś czego nie znalazł nikt.
- Czyli? - zapytał zaciekawiony.
- No nie wierzę ,ze taka majętna rodzina nie zostawiła niczego ciekawego.
- Posłuchaj tam teraz nikt nie wjedzie. Zginął tam Gary. Wiesz dobrze o tym.
- Wiem ,ale to zapewne przypadek. My się lepiej przygotujemy. A więc ? Idziemy na taki układ? - uśmiechnął się podejrzliwie.
- Czyli? - zapytał zaciekawiony.
- No nie wierzę ,ze taka majętna rodzina nie zostawiła niczego ciekawego.
- Posłuchaj tam teraz nikt nie wjedzie. Zginął tam Gary. Wiesz dobrze o tym.
- Wiem ,ale to zapewne przypadek. My się lepiej przygotujemy. A więc ? Idziemy na taki układ? - uśmiechnął się podejrzliwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz